niedziela, 10 lipca 2016

Długo oczekiwany wyjazd

TAK TAK TAK!!!!!
Do końca nie wierzyłam, że to możliwe, choć bilet miałam od dawna. A jednak udało się :) Oto kilka dni temu w podskokach oddaliłam się ku pięknej Irlandii. Skąd ta radość? A bo wybrałam się tam SAMA. Całkiem sama, tzn. bez M, bez dzieci. Tylko Ja. Oczywiście bardzo chciałabym ich zabrać ze sobą, ale nie tym razem. To był czas tylko dla mnie. Nitka próbowała mnie jeszcze szantażować w dniu wyjazdu, a to złym samopoczuciem, a to zbliżającą się chorobą, a to próbą zamknięcia się w mojej walizce. Nie dałam się, byłam twarda jak stal. A cieszyłam się tak bardzo, że kiedy samolot wystartował, roześmiałam się na głos, co wzbudziło zainteresowanie wśród podróżnych siedzących obok. Tak tak ja nie do końca jestem normalna i nie wiem, być może śmiech przypominał chichot czarownicy. Myślę też, że każda mama mnie zrozumie. No a potem w spokoju wyjęłam książkę i rozkoszowałam się podróżą. Samotną. Nie musiałam odpowiadać na pytanie "kiedy dojedziemy?", nie było "mamo siku, mamo pić, mamo coś tam". Książka, kawa i Ja. Kilka godzin później było jeszcze lepiej, bo oto po wejściu do domu Rudej i Desa, zostałam przywitana kieliszkiem czerwonego wina i dostałam absolutny nakaz relaksowania się. Co czyniłam z ogromną przyjemnością przez kilka następnych dni. Biedny Des niestety pracował, ktoś w końcu musiał być tym stąpającym po ziemi, my natomiast robiłyśmy duuużo kilometrów podziwiając piękne okoliczności przyrody. Wieczorami za to rozkoszowałyśmy się urokami pubów. Chodziłam spać niegrzecznie dużo po północy i równie niegrzecznie spałam długo rano. Dziećmi natomiast zajmował się M. Po to żebym ja mogła się zrelaksować, wziął urlop i przejął na siebie moje obowiązki. Wróciłam do domu, a tam dzieci najedzone, ubrane, zadowolone, w domu porządek. No cóż...Należało mi się jak cholera. Cudowny czas pełen paplania, zabawy, śmiechu i relaksu. Ach...

Pod koniec lotu słyszałam jak ktoś narzekał, że dziecko jęczało cały czas. Ja tego nie słyszałam, moje ucho już chyba nie wyłapuje tych dźwięków :)

Tak wiem, że zabrałam z Polski dobrą pogodę, no po prostu musiałam....



Tak, to prawda, że piana Guinessa jest jak gęsty krem, ale nie w każdym pubie :) Ten był przepyszny. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz