- Dość już tego spania z dziećmi, ja chcę spać jak człowiek, a nie wciśnięty w ścianę - zagrzmiał M.
Ojej czyżbym nagle musiała zacząć odkładać Zu do łóżeczka?! No wiem, że tak się powinno, ale ze wszystkimi dziećmi spałam, trochę z wygody a trochę dlatego, że lubię. Tylko chłop się w końcu zeźlił, więc wypadałoby spróbować....No dobra, przygotowuję więc łóżeczko, w którym do tej pory spał sobie elegancko na poduszeczce nie wadząc nikomu kot Lolek. Trzepię, piorę i prasuję. Pot z czoła, no ale to w sprawie dobrej zmiany. Po uśpieniu Zu przenoszę ją do tego przygotowanego łóżeczka. Kiedy kilka godzin później sama kładę się spać, serce ściska mi się z tęsknoty, pusto mi jest i nieswojo, bo M się nie liczy, za duży i nijak nie da się go pomylić z maleńką dziewczynką. Zu robi mi niespodziankę i o dziwo śpi ładnie. Do 2.30. A potem zaczyna się kręcić. Jest postanowienie, więc jest i konsekwencja. Wstaję więc do niej ciągle, daję mleko, głaszczę po głowie. Chce mi się spać jak cholera (gdyby Zu była w moim łóżku nie musiałabym wstawać). Złym wzrokiem patrzę jak M rozkosznie z miną wielce szczęśliwą śpi rozwalony na 3/4 łóżka. O 4.20 jestem już tak umęczona tą dobrą zmianą, że zabieram Zu do siebie. I tam jak zawsze odpływamy sobie obie i śpimy do rana. Chrzanię te dobre zmiany. Dla kogo one dobre? ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz