- masz troje dzieci, to mogłabyś jakieś porady na tym blogu pisać.
-jakie porady? takie o tym czy szczepić i co robić jak dziecko zrobi zieloną kupę?
- no tak
- i że buty jakieśtam są super, a kurtka, to tylko firmy jakiejśtam?
- no tak i pieniądze byś na tym zarobiła, a nie tylko tak piszesz dla sportu
I tak sobie pomyślałam, że ja lubię tak dla sportu i cieszy mnie to, że czyta ten, kto lubi się pośmiać, trochę ze mnie, a trochę tak ogólnie, bo zdaję sobie sprawę, że te sytuacje to takie życiowe i każdy w nich się odnajdzie. A co do porad, to tak sobie myślę, że wcale nie chcę ich udzielać. Owszem, jak ktoś zapyta o to i owo, to chętnie odpowiadam, bo czemu miałabym nie podzielić się swoim doświadczeniem, ale żeby tak koniecznie i specjalnie? Oooo, to absolutnie nie. Każdy ma swoje sposoby pielęgnowania i wychowywania. Są Mamy Idealne, które gotują codziennie obiady z dwóch dań, bo musi być zupa i mięso i kartofel, codziennie karmią jogurtem, owocem, kładą spać o tej samej porze w tym samym miejscu i niech przypadkiem nic nie zaburzy ich rytmu, bo ich życie nagle traci sens. Wieczorami zamiast usiąść z mężem przy filmie, prasują i sprzątają, a w nocy noszą swoje dzieciątka od ściany do ściany, zamiast położyć się z wywalonym cyckiem i zasnąć choć na chwilę. Jak tak lubią, to proszę bardzo. Ja nie polecam, ale to nie moja sprawa. Ja jestem nieporządna. Ja ciągle sprzątam, ale szarańcza zamieszkująca ten sam dom bałagani w kółko, więc efekt jest mizerny. Moje dzieci czasem wracają do domu głodne, a tu nie ma obiadu, dlaczego? bo nie. W szkole macie, a jak nie zjedliście, to wasza strata, kabanosy sobie weźcie i oddalcie się, bo jestem zmęczona. I czasami jak Nitka mówi i mówi i nie przestaje, to nie mówię jej z uśmiechem - "Nitko, kochanie, cichutko, bo mamusię głowa boli", tylko walę z grubej rury - "Nitka przestań kłapać, bo już dłużej nie wytrzymam!!" I krzyczę czasami, rzadko, ale zdarza się. I męża nie wychowuję. w ogóle nie mam pojecia co to znaczy. Uważam, że tekst - "męża sobie wychowałam" to jakiś absurd. A co to ja jego rodzice jestem, że mam go wychowywać? poznałam gotowy produkt, zakochałam się i za mąż wyszłam, ale żeby go wychowywać? a cóż to za dziwy? Mało tego, w mojej głowie mieści się zostawienie dzieci na kilka dni beze mnie. Nawet mi się to zdarzyło, jakiś czas temu zabrałam się i oddaliłam w kierunku Rzymu w celu spędzenia przyjemnie czasu z Przyjaciółkąodlat, a niedługo wybieram się w tym samym celu do Dublina. W dodatku, żeby dobić już całkiem spięte mamuśki, nie rozpiszę diety dzieci na kartce na lodówce, nie przygotuję ubrań na każdy dzień i nie zawekuję pulpetów. M jako ten wychowany nie przeze mnie, a przez własnych rodziców, radzi sobie świetnie i wie, gdzie leżą pieluchy, ubrania też, a gotuje lepiej ode mnie. I nie sądzę żeby wzywał pomocy, bo mój M to nie mebel ani wór na piwo, ale facet z krwi i kości. Jak to mówią - "widziały gały co brały". To ja nie wiem, czy do porad się nadaje. Chyba nie, bo moja jedyna rada, jaką mogę komukolwiek dać, to taka, żeby słuchał mniej teorii, a więcej zdrowego rozsądku i żeby kochał swoje dzieci, życie z nimi, sam siebie też kochał i bardziej wyluzował oraz żeby robił tak, żeby być szczęśliwym i żeby dzieci były roześmiane i szczęśliwe. I wcale nie chodzi o to, żeby na podłodze nie znaleźć ani jednego paprocha i że dziecko zawsze musi mieć czystą buzię, a wiecznie musztrowany chłop kołek w tyłku.
Na poprawę humoru - Nitka trzyma Zu kucharkę :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz