środa, 2 marca 2016

No i stało się

no i stało się...Zu zaczęła raczkować. Niedoświadczeni rodzice nie mogą doczekać się tego momentu, doświadczeni natomiast wiedzą co to oznacza i z trwogą myślą o czasie, kiedy dziecko zaczyna poznawać świat po swojemu. Teraz trzeba mieć oczy dookoła głowy, aż malutki rozumek wszystko ogarnie. Niestety, koniec z cudownym spokojem gdzie zostawi się dziecko, tam się je znajdzie. Zu, kiedy nikt nie patrzy, przemieszcza się z prędkością światła. W ciągu jednego dnia zdążyła polizać wszystkie meble, wyszarpać kable, które były schowane (tak nam się wydawało), zjeść trochę paprotki, kilkakrotnie włożyć palce do kontaktu, pozbierać wszystkie możliwe śmieci i włożyć je do buzi, rozrzucić i polizać nasze buty, polizać sedes, wyjeść z misek kota Lolka karmę mokrą oraz suchą i wychlapać wodę do picia, wylać wodę z konewki, polizać szmatę do podłogi no i oczywiście pałętać się bez sensu pod nogami. Ma też nową zabawę - włazi pod krzesła i siedzi tam co chwila uderzając się w głowę, co zdaje się jej nie przeszkadzać. Ma już jednego siniaka, a dzisiaj gruchnęła o podłogę i miałam wrażenie, że słyszę trzask kości. Żyje jednak, jest całkiem zadowolona, wszystkie funkcje zachowane, źrenice równe i nie daje oznak, że coś tam mogło się stać, więc puściłam na podłogę znowu i niech sobie radzi. Najwyżej kask kupię. Zaznaczam, że to dopiero jeden dzień i Zu nie czuje się jeszcze zbyt pewnie, założę się, że za kilka dni rozwinie i pokaże więcej możliwości :) Moje motto na najbliższych kilka miesięcy - "Niech moc będzie ze mną" :)


Zdjęcie, na którym Straszna Dziewczynka delikatnie głaszcze swojego kotka. Obrońcom zwierząt od razu zaznaczam - Lolek nie cierpi - to jej najlepszy przyjaciel i pomimo (czasem) brutalnych pieszczot, spędza z nią sporo czasu z miną wielce zadowoloną :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz