O ranyyyy co to będzie!!!! Na dzisiaj mam umówioną wizytę u Pani Dietetyczki!!! To już trzeci raz jak szczupła i przemiła Pani Dietetyczka będzie mnie ważyć, mierzyć zwartość tkanki tłuszczowej, obliczać BMI i sprawdzać obwody tu i ówdzie. O ludzie. Pierwsze spotkanie nie było straszne, bo to dopiero zapoznanie, wprowadzanie diety, pouczanie jak się odżywiać jeszcze bardziej zdrowo i jeszcze lepiej. Drugie spotkanie było po dwóch tygodniach od pierwszego i wtedy już było bardziej stresująco. Jednak w pierwszych dwóch tygodniach bardzo pilnowałam diety, wszystko dokładnie ważyłam i nie zjadłam niczego spoza jadłospisu. Natomiast teraz.....o matko...jak tu pójść. No dobra, mogę trochę zgonić na anginę, która mnie znowu rozłożyła, trochę na tę straszną chorobę o japońskim brzmieniu, co to się do mnie przykleiła już na zawsze, ale dziewczyna nie jest głupia, nie łyknie tak wszystkiego. Do czekolady się nie przyznam, nie ma mowy, do żadnych innych słodyczy też nie, hmmm, może do połowy słoika masła orzechowego? nieeee, też nie, to może do rafaello, albo do kilku chipsów, czy do pudełka pysznych czekoladek? hmmmm też nie bardzo...a do pączka? może do pączka się przyznam? eee nie mogę, glutenu mi przecież nie wolno. Cholera jasna, przecież zastój w wadze i brak efektów nie bierze się znikąd. Do czegoś jednak przyznać się muszę. No ok, przyznam się do kanapki ze zwykłym chlebem razowym, ale nie powiem, że była z majonezem. No i jeszcze powiem, że jadłam słodycze, w sensie, że trochę jadłam. Mam nadzieję, że Nitka, która idzie ze mną jako opiekunka Zu, nie zdradzi mnie. Jejku jejku, dlaczego ja jestem taka głupia?! dlaczego tak się nie pilnowałam, dlaczego objadałam? Dwa tygodnie nie potrafię wytrzymać bez podżerania i teraz wstyd iść do dziewczyny i w oczy spojrzeć. No obiecuję sobie, że teraz to już naprawdę, no nie ma żartów, no muszę wytrzymać. Dobra, biorę to na klatę, przecież nie zabije. A może przełożyć wizytę? powiedzieć, że jeszcze nie wyzdrowiałam? na litość ją wziąć? Nieee, idę, najwyżej ze spuszczoną głową obiecam poprawę, ale do tego co żarłam nie przyznam się choćby mnie przypalała żywcem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz