piątek, 11 listopada 2016

Patologia mi się tu szerzy


Wieczór. Wina bym się napiła, ale nie mam.
- Idę do skleeepu po winooo - krzyczę do M - chcesz cos?
- Taaa, piwo mi kup - odpowiada on
- To ja idę z Tobą - przybiega Nitka
O matko! Dziecko ze mną do sklepu, kiedy ja tylko po alkohol.
- Dziecko po co ty?! Mamusia tylko po wino jedzie - przemawiam słodziutkim głosem
- Będziemy mieć gości? - pyta rezolutnie
- Nieee, będę pić sama, albo z tatusiem. Jeszcze się okaże.
Mina Nitki mi wystarczy. No dobra. Niech jedzie. W sklepie dużo ludzi, więc szybko biorę różowe półwytrawne, jakieś piwa, a dla dzieci chipsy, żeby nie było, że zaniedbane, głodne, czy jakieś inne coś. Do kasy i z powrotem do samochodu. Nagle patrzę, że Nitka w rączce trzyma paluszki
- Mamooo, zapomniałyśmy za to zapłacić - patrzy na mnie przestraszona.
Przewracam oczami. Wracamy do sklepu. Składam się tam, przepraszam, uśmiecham. Pani ze zrozumieniem kiwa głową i mówi, że jakbym chciała ukraść, to przecież bym się nie wróciła. Ale ona nie wie, że jak Nitka miała 9 miesięcy, to siedząc niewinnie w wózku w ten sam sposób podprowadziła ketchup z supermarketu.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz