sobota, 24 grudnia 2016

Czuję się wolna

   Ciągle to samo...pranie, sprzątanie, gotowanie, dowożenie, podwożenie, przywożenie, kupy, jelitówki i różne inne kaszle. O nie! Czy ja nie mam swojego życia?! Czy ja nie jestem wolnym człowiekiem?! Czy ja się już nie liczę?! A jakże, liczę się...jeszcze jak się liczę. Nie wytrzymałam i zrobiłam awanturę. A co, wolno mi! W końcu jestem tym wolnym człowiekiem. No to jak powiedziałam, tak zrobiłam. Poszłam pod prysznic. Wolny człowiek, o tak. Toż to cała ja. Za chwilę przyszła do łazienki Zu, otworzyła kabinę i próbowała do mnie wejść, mocząc przy tym obficie całe ubranie. Nadal byłam wolna. Potem wycierałam się jedną połową ręcznika, bo drugą trzymała Zu. Nadal czułam się wolna. Następnie suszyłam włosy z Zu na kolanach, och jaka byłam wolna. Potem malowałam paznokcie z Zu na kolanach, to chyba też tak robi każdy wolny człowiek. Następnie całkiem wolna poodkurzałam i rozwiesiłam piąte już tego dnia pranie. Zrobiłam to z uśmiechem na twarzy nadal myśląc o tym jak to jestem tak wspaniale wolna. Na koniec jeszcze przeleciałam okna w salonie i kuchni, bo były strasznie brudne, ale tylko od wewnątrz, nie będę przecież rezygnować ze swojej wolności i wychodzić na mróz! A na koniec te okna udekorowałam sztucznym śniegiem. Niech dzieci się cieszą. Jestem wolna jak ptak. Mam na wszystko czas. Wszystko mogę, tylko dlaczego....dlaczego do cholery ta wolność jest taka męcząca?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz