Wybraliśmy się z M do sklepu i o dziwo zabraliśmy ze sobą tylko jedno dziecko. Dede. Już na samym początku ciągle przeżywaliśmy jak to cicho w samochodzie, a w sklepie, to już w ogóle byliśmy zachwyceni. Dede nie podbiegał do półek, nie gadał wciąż i wciąż, tylko po cichu pchał wózek. Wszak to już prawie nastolatek (- "Mamooo, jedenaście lat, to już nastolatek, prawda?") i jak na takiego przystało, był bardzo stateczny. Do momentu, aż nie weszliśmy między półki ze słodyczami. Wtedy niestety objawiło się dziecko, o zgrozo (!) również we mnie. Zaczęliśmy biegać obydwoje jak opętani, a w momencie, kiedy odkryliśmy duże opakowania ukochanych krówek, prawie wyliśmy z zachwytu. M wstydząc się okrutnie pokazał nam plecy, a my zaczęliśmy się namawiać, jakby tu przekonać Ojca (w takiej sytuacji stał się również moim Ojcem), żeby pozwolił nam kupić krówki w ilości hurtowej. Kiedy tak się namawialiśmy i jęczałam do Dede
- "Ojciec mi w życiu nie pozwoli, bo jestem na diecie", zobaczyłam, że obok stoi Pani z nastoletnią córką i patrzą na Nas nieco dziwnie. Nagle wyrósł przed nami M z postawą mocno wojowniczą i warknął,
- "A wy tu co?!"
no to zaczęliśmy nieśmiało, że tu krówki, że nasze ukochane, że...no wiesz. Dede dzielnie patrzył mu w twarz.
-"No dobra, możesz wziąć - mówi M do Dede, - ale Mama nie może ich jeść - jest na diecie!"
Przybrałam postawę zbitego psa i obiecałam, że nie wezmę ani jednej. W końcu nie od dziś a od lat kilkunastu jestem żoną. Córka z Panią były wręcz zniesmaczone, ale niech się młoda uczy, że z facetami różnie bywa.
Obietnica obietnicą, a dzisiaj na obiad zjadłam krówki i zagryzłam kilkoma ogórkami konserwowymi dla wyrównania smaku. A co! Pani Dietetyczka się nie dowie, a M zaślepiony miłością wybaczy, przecież i tak wiem, że udawał, że mi wierzy :)
Moim zdaniem, to najlepsze Krówki. I nie, Wawel nie płaci mi za reklamę :)
wtorek, 19 kwietnia 2016
czwartek, 14 kwietnia 2016
Nuda raczej mi nie grozi
- Nie nudzisz się na tym macierzyńskim? Co to można robić w domu przez cały dzień?! Chyba nic!
Wstałam o godz. 5.30, bo Zu jest z tych dzieci, które wstają wcześnie. Trochę się z nią bawiłam, a trochę przysypiałam. Potem obudziłam starsze dzieci, zrobiłam śniadanie, kanapki, fryzurę Nitce, nakarmiłam Zu, ubrałam i zawiozłyśmy starszaków do szkoły. Wróciłam ze szkoły, Zu była głodna, więc jedzenie, potem sprzątanie, a w międzyczasie zabawa z Zu. Nastawiłam pralkę, uśpiłam Zu, rozwiesiłam pranie, nastawiłam następne, ugotowałam obiad, dokończyłam sprzątanie. Trochę poprasowałam, obudziła się Zu, no to znowu przewijanie, karmienie, zabawa. W międzyczasie udało mi się wypić kawę, pierwsza połowa była za gorąca, druga zdecydowanie za zimna. Znowu rozwiesiłam pranie, wyszłam z Zu na spacer, wróciłam, nakarmiłam, pojechałyśmy do szkoły po dzieci. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do sklepu na szybkie zakupy, zajęły nam 40 minut i wyszliśmy z pełnym koszykiem. W domu dałam dzieciom obiad i zagoniłam do lekcji. Oni odrabiali, ja zajmowałam się Zu. Sprawdziłam lekcje, przepytałam Dede z angielskiego, a Nitkę z wiersza na pamięć. Przyjechał M, zamieniliśmy kilka słów i wyszłam do fitness klubu poćwiczyć. Wróciłam wieczorem, zrobiłam kolację, pogadałam z dziećmi i M, położyłam dzieci spać. Ufff, włączyłam telewizor, przy głupim odmóżdżającym filmie zasiadłam za deską do prasowania. I prasowałam do północy. Poszłam spać. Tak nudzę się, nic nie robię, całymi dniami się relaksuję, bo przecież praca w domu, to nie praca.
Wstałam o godz. 5.30, bo Zu jest z tych dzieci, które wstają wcześnie. Trochę się z nią bawiłam, a trochę przysypiałam. Potem obudziłam starsze dzieci, zrobiłam śniadanie, kanapki, fryzurę Nitce, nakarmiłam Zu, ubrałam i zawiozłyśmy starszaków do szkoły. Wróciłam ze szkoły, Zu była głodna, więc jedzenie, potem sprzątanie, a w międzyczasie zabawa z Zu. Nastawiłam pralkę, uśpiłam Zu, rozwiesiłam pranie, nastawiłam następne, ugotowałam obiad, dokończyłam sprzątanie. Trochę poprasowałam, obudziła się Zu, no to znowu przewijanie, karmienie, zabawa. W międzyczasie udało mi się wypić kawę, pierwsza połowa była za gorąca, druga zdecydowanie za zimna. Znowu rozwiesiłam pranie, wyszłam z Zu na spacer, wróciłam, nakarmiłam, pojechałyśmy do szkoły po dzieci. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do sklepu na szybkie zakupy, zajęły nam 40 minut i wyszliśmy z pełnym koszykiem. W domu dałam dzieciom obiad i zagoniłam do lekcji. Oni odrabiali, ja zajmowałam się Zu. Sprawdziłam lekcje, przepytałam Dede z angielskiego, a Nitkę z wiersza na pamięć. Przyjechał M, zamieniliśmy kilka słów i wyszłam do fitness klubu poćwiczyć. Wróciłam wieczorem, zrobiłam kolację, pogadałam z dziećmi i M, położyłam dzieci spać. Ufff, włączyłam telewizor, przy głupim odmóżdżającym filmie zasiadłam za deską do prasowania. I prasowałam do północy. Poszłam spać. Tak nudzę się, nic nie robię, całymi dniami się relaksuję, bo przecież praca w domu, to nie praca.
niedziela, 10 kwietnia 2016
Postanowiłam sie wyspać
Jestem zmęczona. Zu budzi się w nocy raz lub dwa, a na dzień dobry wstaje po 5, czasem ok 6 rano. Ostatnio całą noc przespałam w 2014, to trochę dawno. Staram się chodzić spać wcześniej, ale nie zawsze to się udaje. Są przecież jeszcze inne dzieci i pożyć sama dla siebie też mam ochotę. No ale zmęczenie sięgnęło zenitu i postanowiłam się wyspać. Przynajmniej miałam taki chytry i znakomity plan. Wyszło mi wcześnie czyli godzina 22.30. Ach jak będę sobie spać, a rano wstanę jak skowronek, uśmiechnięta i wypoczęta z pieśnią na ustach "jak dobrze wstać skoro świt". Albo jak mała Ruda (Przyjaciółkaodlat - czas zacząć je rozróżniać), którą mama skoro świt szorowała w wannie, a następnie wiozła autobusem do przedszkola. W autobusie było szaro i ponuro, wszędzie ziewający i przysypiający ludzie i nagle wsiadała Ona - dziewczynka z płomieniem we włosach, która darła się na całe gardło "ooood rana mam dobry humooor". No to właśnie tak sobie wyobraziłam siebie. Wyspaną i radosną. Położyłam się więc zgodnie z planem i spałam. Do 1.30. Potem nagle usłyszałam głos - "mamoooo, zrzygałam się". Z trudem otworzyłam oczy - przy łóżku stała Nitka. Zerwałam się jak poparzona, poszłam do jej pokoju, rzeczywiście, pościel udekorowana w fantazyjne wzory. No cóż. Jak już to wszystko udało mi się okiełznać było po godzinie 2, położyłam się w nadziei, że to może jakaś chwilowa niedyspozycja. Jakże się myliłam. O 3 przy łóżku znowu pojawiła się zjawa - "mamoooo, znowu się zrzygałam". Jakieś 15 minut później kładłam się już bez nadziei i słusznie, bo o 4.20 sytuacja powtórzyła się. A o godzinie 6 wstała Zu. Następnego dnia znowu postanowiłam się wyspać. Położyłam Zu i siebie o 18. Kiedy wstałam na chwilę ok 21, M zapytał - masz zamiar długo jeszcze tak spać? Nawet nie skomentowałam, wróciłam do łóżka i padłam bez życia. I z małymi przerwami spałam 12 godzin.
sobota, 9 kwietnia 2016
Mam przechlapane
Sprzątam, a Nitka towarzyszy mi tańcząc i śpiewając za moimi plecami (zaznaczam, że talentu do śpiewania raczej nie ma). Jedna godzina, druga. W końcu nie wytrzymuję:
- Nitka, możesz przestać już śpiewać?
- Nie mogę, ja tworzę!
Odwróciłam się i mruczę po cichu pod nosem
-Jeeeezu
Na co nagle Nitka
- Słyszałam Twoje "Jeeeezu". CZY TY NIE WIESZ, ŻE SŁUCH TO MÓJ NAJLEPSZY UMYSŁ?!!!! Nie podoba Ci się moje śpiewanie?!
- Podoba, oczywiście, że podoba.
Lalaalalalalalalalalalalalalalalalalalalalalalaaaaaaaaa
Godzinę później przegapiłam w tv bajkę, którą chciała oglądać - był ryk przez pół godziny, chociaż jutro jest powtórka.
No to chcąc jej wynagrodzić moje ZŁE zachowanie, zabrałam ją na rower - uczy się jeździć na dwóch kółkach.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że ją puściłam. Hmmmm
Mam przechlapane na całej linii
Ps. Nie, nie ma tu żadnej pomyłki, powiedziała Umysł, zamiast Zmysł :)
- Nitka, możesz przestać już śpiewać?
- Nie mogę, ja tworzę!
Odwróciłam się i mruczę po cichu pod nosem
-Jeeeezu
Na co nagle Nitka
- Słyszałam Twoje "Jeeeezu". CZY TY NIE WIESZ, ŻE SŁUCH TO MÓJ NAJLEPSZY UMYSŁ?!!!! Nie podoba Ci się moje śpiewanie?!
- Podoba, oczywiście, że podoba.
Lalaalalalalalalalalalalalalalalalalalalalalalaaaaaaaaa
Godzinę później przegapiłam w tv bajkę, którą chciała oglądać - był ryk przez pół godziny, chociaż jutro jest powtórka.
No to chcąc jej wynagrodzić moje ZŁE zachowanie, zabrałam ją na rower - uczy się jeździć na dwóch kółkach.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że ją puściłam. Hmmmm
Mam przechlapane na całej linii
Ps. Nie, nie ma tu żadnej pomyłki, powiedziała Umysł, zamiast Zmysł :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)