sobota, 1 października 2016
Zalewa mnie bałagan
Bałagan. Zalewa mnie. Ja już sobie nie radzę. Pamiętam czasy, kiedy byliśmy z M tylko we dwoje. Porządek, czysta podłoga, wszystko poukładane w szafie, 2 talerze, 2 kubki, jedna patelnia. Lata świetlne temu. Teraz zalewa mnie fala ciuchów, kartek, kredek, plasteliny, piłek. Wszędzie gdzie się nie ruszę leży coś. Wchodzę do domu, mam wrażenie, że to sklep z butami, patrzę w bok, nie, jednak z kurtkami, idę dalej - a może z torbami i plecakami? aaaa nieeee, już wiem! z zabawkami!!!! Na podłodze, kanapach, krzesełkach leżą misie, lalki, klocki, książeczki. Cała masa. Wszystko potrzebne i sprzątnij choć jedną rzecz, a brak zostanie natychmiast zauważony i opłakany rykiem donośnym i rozpaczliwym. Na krzesłach wiszą ubrania. Dlaczego nie w szafie? na półkach? nie wiem, nie mam pojęcia, nie chcę już nawet pytać. Mam taki jeden pokój do pracy. Z biurkiem i książkami. Tam leży odkurzacz i sterta prasowania. Wolę tego nie widzieć, więc unikam wchodzenia. Czyli miałam pokój do pracy. Jedynym azylem staje się łazienka, ale tylko wtedy gdy nie patrzy się na półkę przy wannie, bo na niej leżą plastikowe ryby i gumowe kaczuszki. I codziennie przynajmniej dwa razy słyszę - "nie wiesz gdzie jest moje coś tam?" pytają wszyscy oprócz kota Lolka. Zu na razie tylko rozrzuca w poszukiwaniu, ale niedługo też zacznie pytać, bo ona z tych szybkich w mówieniu. Ja nie potrafię funkcjonować w bałaganie, dlatego mam czasami wrażenie, że oszaleję. Jejku....jeszcze kilka lat. Wytrzymam wytrzymam wytrzymam....tak sobie powtarzam i obiecuję, przysięgam, że kiedyś w przyszłości z M zrobimy im to samo w ich domach. Mało tego, nie tylko nabałaganimy, ale siądziemy i będziemy nieustannie zadawali głupkowate pytania i trajkotali bez końca, opowiadając niestworzone historie. I zostaniemy na noc, a kiedy zmęczeni będą kładli się spać, powiemy im, że jesteśmy głodni i że napilibyśmy się herbatki. Potem pójdą spać, my odczekamy chwilę aż zasną i rykniemy głośnym śmiechem żeby pobudzić ich dzieci i żeby musieli je usypiać od nowa. Następnie wyjmiemy ubrania z półek i rozrzucimy po całym domu, krusząc przy tym obficie paluszkami i ciasteczkami, a potem powiemy, że jednak nie zostajemy i z chytrym uśmiechem oddalimy się do własnego domu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No widzisz? Doczekałam się słodkiej zemsty. Za rozrzucone klocki, które boleśnie wbijały się w nogę, za te stosy kartek, połamanych kredek, skarpetek bez pary... Ale jakoś nie mam satysfakcji. Co więcej, wiem jak ta Wasza wizyta będzie w przyszłości wyglądała - wpadniecie znienacka wczesnym rankiem, od progu krytykując wszystko - bałagan, wychowanie dzieci etc. Jedno się złapie za prasowanie, drugie za ogród... Historia zatoczy koło. Tak ten świat stworzony jest.
OdpowiedzUsuńA na koniec zabierzemy ich dzieci na noc żeby sobie poszli na imprezę. Tak pewnie będzie, ale dobrze sobie pomarzyć;)
OdpowiedzUsuń