niedziela, 20 grudnia 2015

Płonne nadzieje

Postanowiłam zachorować, a ponieważ nie lubię się rozdrabniać, to od razu z grubej rury na anginę. No przecież nie będę się przeziębiać ot tak tylko z katarem, to byłoby za mało. Oczywiście jak normalny człowiek zachoruje na anginę, to włazi do łóżka,wygrzewa się tam kilka dni, ładnie przyjmując wszystkie leki. Dzięki temu po tygodniu jest zdrów jak ryba. W dodatku jeżeli jest to facet,  nie rusza ręką ani nogą, jęczy "dobij mnie" lub dramatycznie stwierdza, że tym razem, to już na pewno koniec i spisuje testament. Niestety, jeśli jest się mamą, nie jest to takie proste. Mamy zwolnienia nie biorą. I nie chorują. Wiadomo. No i z tą cholerną anginą leżałam, a jakże, całe 5 godzin, a następnie zmuszona byłam zacząć prowadzić normalne życie. Dlatego też choruję już trzeci tydzień i końca nie widać, a każdemu przełknięciu śliny towarzyszy grymas bólu. Ale nie o tym chciałam.... ale o tym, że udałam się do lekarza, okazał się młody i przystojny i już się ucieszyłam na ten widok, a on...zajrzał mi tylko do gardła!!! nie chciał mnie badać (!), czym strasznie zepsuł mi humor. Jakoś ciągle wydawało mi się, że jestem piękna i młoda, a tu taki afront. Młody chłop nie chce mnie badać! A tak się cieszyłam....Nie wiem co mnie bardziej załamało, jego nieprofesjonalna ;) postawa, czy diagnoza. Leki zaordynował, lekarzem jest, ale muszę przyznać, że kompletnie bez serca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz