Z M i grupą przyjaciół uwielbiamy
Mazury. Kiedyś spędzaliśmy tam część każdych wakacji,
mieszkając w namiotach, pływając w jeziorze, czasem kajakami i
pontonem, łowiąc ryby i śpiewając piosenki przy ognisku. Cudowne
beztroskie czasy, kiedy pieniędzy było tyle co nic, więc żywiliśmy
się tym co kto miał plus co kto złowił. Zawsze musiało
wystarczyć na piwo "Żagiel" oraz papierosy. W dużych
ilościach. Bo przy ognisku to schodzi. Trzy lata temu
stwierdziliśmy, że już czas zabrać tam nasze dzieci i zarazić
ich miłością do Mazur. Dzieci się zaraziły, a jakże. Dede i
Nitka z radością korzystali ze wszystkich uroków, zwiedzaliśmy,
pokazywaliśmy, opowiadaliśmy. Dzieciom się podobało. Chodziły
też z nami na ryby. Któregoś razu poszedł ze mną tylko Dede.
Wzięłam wszystko co potrzebne i piwo, bo bez tego podczas łowienia
ryb, to jakoś tak pusto :). Kiedy złowiliśmy już kilka sztuk,
zobaczyłam, że biedne ryby bardzo chcą się uwolnić z siatki
zanurzonej w wodzie, więc postanowiłam skrócić ich męki.
Powiedziałam do Dede – "idź synku na chwilę na koniec
pomostu, bo ja będę zabijać ryby i nie chcę żebyś patrzył".
Dede posłusznie poszedł i zajął się grzebaniem w piasku. Wtedy
zorientowałam się, że nie mam żadnego narzędzia do zabijania
ryb, ale pusta już butelka po piwie świetnie się nada. No więc
wyjmowałam po kolei ryby z siatki i zapamiętale waliłam w łby, no
niestety, brutalne, wiem, ale uderzenie mam ok, więc obyło się bez
męczarni. W końcu trafiłam na jakąś oporną, którą musiałam
walnąć kilka razy, mówiąc przy tym - "cholera jasna, nie
mogę jej zabić". Wydawało mi się, że Dede nic nie widział
ani nie słyszał. Do czasu, aż wróciliśmy z wakacji i dzieci
kąpiąc się w wannie, bawiły się w łowienie ryb. Wszystko robili
jak należy, zdrętwiałam tylko, jak usłyszałam z łazienki głos
Dede – "cholera nie mogę jej zabić", szybko weszłam, a
tam moja córka trzymała plastikową rybę a syn uderzał w łeb tej
ryby jakąś plastikową butelką. Chyba jednak coś słyszał i
widział z tego końca pomostu.
Oto na tym pomoście odbywały się te straszne sceny z życia ryb, które wpadły w moje ręce !!!
W oddali M z dziećmi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz