sobota, 23 stycznia 2016

Za górami

Prawie 5 lat temu wyprowadziliśmy się z miasta, aby zamieszkać w domu własnym, umiejscowionym "za górami", jak mówi koleżanka Nitki. Nie jest to daleko od granic miasta, bo jak chcę pójść z koleżankami na piwo, to jadę sobie zwykłym miejskim MPK, tyle że rzeczywiście do domu mam pod górkę. I z górki. I znowu pod górkę. A do garażu znowu z górki. Ma to swoje dobre strony, bo miejsce mocno urokliwe, ale w zimie....przez dwie pierwsze zimy jeździłam zwykłym samochodem, takim normalnym, bez żadnych dodatkowych napędów, ani wysokiego zawieszenia. Uważałam, że przecież nie będę mięczakiem i dam radę. Ktoś chce ponarzekać na skrobanie szyb pod blokiem? Tak oto przez dwie zimy - mocno śniegowe i mroźne musiałam zostawiać samochód przed tymi górami, bo nie dało się wjechać. I nie nie, odśnieżanie nie zawsze coś dało, ani sypanie piaskiem, ani solą :) Wszystko byłoby super, taka górska przygoda. Tylko, wtedy jeszcze małe dzieci, musiały mieć dobre portki i buty na śnieg, bo brnęły przez 100 metrów pod górę, zanurzone po kolana albo i wyżej, a nie daj Boże jak któreś zasnęło w samochodzie, wtedy szło brutalnie wybudzone przez bezlitosną matkę. Rano natomiast zwoziłam je na sankach, wsadzałam do kompletnie zamrożonego samochodu, uruchamiałam silnik, następnie wyciągałam wszystkie akcesoria do odśnieżania - łącznie ze szczotką na kiju i zaczynał się mniej więcej 20-minutowy taniec, mający na celu jako takie umożliwienie jazdy. Zdarzyło się, że tak byliśmy zasypani, że nie wyjechaliśmy wcale, kiedyś M zawisł na śniegu tak, że spędziliśmy dwie godziny na odkopywaniu go, a ponieważ była noc, to pomocy znikąd. To była codzienna walka z żywiołem. :) Z zakupami też było wesoło. Jeść trzeba i czasami robimy duże zakupy. No i częstym zjawiskiem byłam ja ciągnąca zakupy na sankach pod tę górę (jak zakupy były duże, to musiałam obrócić kilka razy), czasami gubiłam po drodze rożne rzeczy, ale kilka godzin po mnie wracał M i zbierał ukryte w śniegu rożne artykuły spożywcze. Po dwóch latach skapitulowałam, mam teraz taki samochód, który wjeżdża pod te górki a tamte zimy są tylko wspomnieniem, poruszonym dziś z zaprzyjaźnioną sąsiadką AgaNaką. A tak a propos terenówek, słyszałam, że są tacy, co ochlapują swoje sztucznym błotem, żeby nie było widać, że stoją na parkingu pod blokiem :)



Zrobiłam rano kilka szybkich zdjęć, żeby zobrazować. Od dłuższego czasu nie pada, więc droga jest przejezdna dla każdego :) Pani listonoszka, Panowie śmieciarze i kurierzy cieszą się, bo w innym wypadku najpierw dużo na dole przeklinają a potem idą na górę :)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz