Pewnego wieczoru, gdy weszłam do łazienki, okazało się, że w wannie siedzi mysz. Nie piszczałam, nie próbowałam wdrapać się na ścianę. Nic, kamienna twarz. Zawołałam swojego rycerza. Kiedy M wszedł do łazienki, nie jestem pewna kto był bardziej zdenerwowany, ja, M, czy myszka. Próbując ją złapać doszliśmy do wniosku, że jest tak piękna, że należy się jej wolność. Myszka została złapana do pudełka po lodach orzechowych i wyniesiona daleko poza posesję. Niech sobie żyje, jak wróci, drugiej szansy nie dostanie. Tak jej to wyklarowałam, mam nadzieję, że się dostosuje. Wizyta myszki sprawiła jednak, że postanowiliśmy przygarnąć koty. No
może M tak nie do końca, bo za kotami nie przepada, ale jakoś dał się namówić. Nie jakieś
tam koty wytworne i rasowe, ale zwykłe dachowce burasy. Zgłosiłam
się do specjalnej fundacji i już tydzień później mieliśmy w
domu dwa szaro-bure kotki dwa, małe i podobno tylko z chorymi
oczkami i to spokojnie da się wyleczyć w kilka dni. Akurat.
Zaprzyjaźnieni weterynarze załamali ręce kiedy zobaczyli moje
nabytki. No ale jak się powiedziało A… No więc to B trwało aż
7 m-cy – bo tyle trwało leczenie kotków ze wszystkich chorób,
które miały. Przerobiliśmy koci katar, zapalenie spojówek,
tasiemce wyłażące na zewnątrz i inne żyjątka w kocie, grzybicę
oraz świerzb, niedożywienie, a także takie zapalenie ucha, że Gutka wygięło w drugą stronę i pierwszy raz zobaczyłam jak
wygląda oczopląs (Przyjaciółkaodlat widziała i może
potwierdzić). Nie polecam. Od tamtej pory Gutkowi brakowało kilku
zębów, ale wyglądał na zadowolonego z życia, szczególnie
kiedy nasrał znienacka w jakiś kąt domu. Koty żyły własnym kocim
życiem, lubiły tarzać się w pościeli dzieci i naszej oraz spać w
łóżeczku Zu. Lolek jak porządny kot to seryjny morderca, łapie
myszy, szczury, ptaszki, a nawet chomiki europejskie przynosi w
prezencie. Wszystko w ilościach hurtowych. Natomiast Gutek bał się
myszy, ptaszków, szczurów, chomików też pewnie by się bał,
gdyby takiego spotkał. Gutek nie bał się much, ale tylko do
momentu, dopóki ich nie złapał, bo jak złapał, to też się bał.
Ewentualnie czekał aż mu taką zabiję, to wtedy on ją z chęcią
zjadał. O Gutku piszę w czasie przeszłym, bo 2 tygodnie temu oddalił się w nieznanym kierunku i do tej pory nie wrócił, podejrzewam, że stał się pożywieniem niejakiego Pana Lisa, który mieszka nieopodal...Szkoda mi strasznie, bo pomimo tego, że był dziwnym i nieco krzywym kotem, to jednak moim towarzyszem. Teraz Lolek jest sam i ma lekką depresję po utracie brata, w związku z czym relaksuje się całymi dniami, najczęściej przy kominku, z rzadka coś podjadając. Taki koci los...
Jak widać na załączonym filmie, robimy co możemy, aby umilić mu czas ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz