piątek, 29 stycznia 2016
Najgrubsza w grupie :(
No i mam za sobą pierwszy dzień ćwiczeń w klubie. Bo w ramach tego odchudzania, co to je zaczęłam, poszłam na zajęcia wzmacniające mięśnie. Zajęcia z takimi dużymi piłkami. Postanowienie było już dawno, ale przez dwa tygodnie nie mogłam tam dojść i ciągle odwoływałam, bo coś mi wypadało. Dzisiaj jednak chciałam iść tak bardzo, że nic nie było w stanie mnie zatrzymać. No prawie nic, bo o mały włos nie zrezygnowałam. Dlaczego? bo nie mogłam trafić do tego klubu. Okazało się, że przejechałam bramę wjazdową, ale wina nie moja - szyldu żadnego nie było. No i jak przejechałam tę bramę, to potem się zagubiłam i trafić nie mogłam, za 10 minut miały się zacząć zajęcia, a ja byłam zupełnie gdzie indziej niż powinnam. W jakiejś ciemnej uliczce między domkami, a nie pod żadnym fitness klubem (!!!), oczywiście wkurzyłam się okrutnie i zaczęłam przeklinać na czym świat stoi (przecież to M źle mi wytłumaczył, na pewno On) i prawie płakać, że nie pojadę, no nie pojadę na te ćwiczenia i w dupie mam to wszystko i całe to ćwiczenie i będę gruba dalej i co za debil nie powiesił żadnego szyldu i jeszcze chwila i zawrócę do domu i koniec!!! No ale zaraz wyobraziłam sobie minę M jak wrócę i powiem, że nie poszłam, bo się zgubiłam. To wyobrażenie było tak silne, że jednak zaryzykowałam, poszukałam jeszcze raz i się udało. Weszłam do sali zaopatrzona w wielką piłkę, chciałam stanąć sobie gdzieś z tyłu ale miłe panie powiedziały mi, że jak jestem pierwszy raz, to mam sobie stanąć z przodu, żeby lepiej widzieć. No to stanęłam. Do sali weszła instruktorka, oczywiście wysoka i z boskim ciałem, na widok której jakoś tak się lekko zgarbiłam. W odbiciu wielkiego lustra zaczęłam przyglądać się grupie. Ha ha, nie jest źle, jestem jedną z młodszych...hurrra! o jasna dupa....!!!! jestem najgrubsza!!! W całej 10 osobowej grupie pań raczej starszych ode mnie, a niektórych to dużo starszych jestem najgrubsza!!!!!!!!!!!! ale dóóół. I w dodatku mam dziurę w koszulce do ćwiczeń!!! o matko, tego już było za wiele. A potem już nie było czasu na patrzenie, bo zaczęła się głośna muzyka oraz akrobacje na piłkach, więc trzeba było skupić się na Instruktorce z Boskim Ciałem i starać się sprostać jakimś takim czasami dziwnym wygibasom. Nie wiedziałam, że tak potrafię :) Radziłam sobie całkiem nieźle, wszystkie ćwiczenia raczej wykonywałam, czasami tylko ta wielka piłka uciekała mi spod tyłka, dwa razy udało mi się z niej spaść, a raz kopnąć niechcący instruktorkę. Przysięgam, że jej boskie ciało wcale mi nie przeszkadza, a kopnięcie było całkowicie przypadkowe. Efekt jest taki, że już teraz boli mnie każdy mięsień, więc drżę ze strachu przed tym, co będzie jutro. A jutro basen i kolejne rekordy na oczach ratowników, Ostatnio było 5 osób pływających i 4 ratowników, więc można sobie wyobrazić jak nas obserwowali!!! Grupa w klubie fitness okazała się bardzo miła i dowcipna, Instruktorka z Boskim Ciałem również, myślę, że się zaszczepiłam i będę chodzić. Tylko dlaczego, do cholery, one wszystkie wyglądają dobrze, a ja jak kwadrat??!!! lub ta piłka, na której ćwiczę!!! w sumie nie wiadomo kto jest kto, bo z tą piłką zlewamy się w jedno. Gdzie kończy się piłka, a gdzie ja? grunt to się nie poddawać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz