sobota, 9 stycznia 2016

Szaleństwo na wyprzedażach

Zaczęły się wyprzedaże, no to postanowiłam wybrać się do centrum handlowego i zaszaleć. Przez kilka dni planowałam to wyjście i rozmyślałam jakie to przyjemności sobie sprawię. W głowie dopieszczałam kolejne szczegóły. Najpierw pójdę na obiad, jakiś pyszny, z rybą z grilla albo pieczoną i warzywa, dużo warzyw i będę go sobie jadła w samotności, patrząc na ludzi. A potem będę chodziła po sklepach, kupię coś dla dzieci i M, no i dla siebie oczywiście. Nakupię tyle, że nieść nie będę mogła, a co, należy mi się. Spokojnie sobie pochodzę, nikt mnie nie będzie poganiał, nikt nie będzie nic mówił. Taki czas tylko dla mnie. I do empiku sobie pójdę i połażę między półkami i kupię sobie kolejną książkę, grubą i fajną.  A potem kupię sobie rurkę z kremem, albo nie, lody, lody z bita śmietaną i polewą, grzeszne i tuczące i znowu sobie zjem w samotności. Przyjemność, wolność….tak, tak sobie zrobię. Nadszedł dzień realizacji planu. Ach jak będzie mi cudownie, już nie mogę się doczekać. I nagle….M mówi,"- to może wybierzemy się razem? Dede, jedziesz z nami?" Dede nie chciał. To Nitka i Zu, one jadą Dede zostaje. Szykowanie, pakowanie do samochodu, wyjazd. W centrum handlowym wchodzimy do Smyka, kupujemy kombinezon dla Zu i tunikę dla Nitki, coś dla Dede (bo jest zasada, że jak jedno coś dostaje, to drugie i trzecie też musi, wszyscy po równo), Zu już zaczyna się trochę wiercić, M mówi – „idź sobie do sklepu z ciuchami, kup sobie coś”, „-eee nie, wiesz M jakoś mi się odechciało, innym razem, ty idź”. No to M idzie do ulubionego sklepu, a ja z dziewczynkami do empiku, tam na szybko wybieram sobie książkę, grubą, fajną i pięknie obiecująco pachnącą, spotykamy się gdzieś po drodze, Nitka dostaje jeszcze rurkę z kremem i szybko do domu, bo Zu zaczyna już koncert. Na pocieszenie łapię po drodze najlepszą na świecie czekoladę, a wychodząc odwracam się tylko raz i tęsknym wzrokiem omiatam to co mnie ominęło...

Oto moje pocieszenie, tylko nawet tego nie dadzą w samotności pożreć :) Dobrze, że nie interesuje ich Anglia XVIII wieku, bo i książkę by zabrali...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz