Zaczęły się wyprzedaże, no to postanowiłam wybrać się do centrum handlowego i zaszaleć. Przez kilka dni planowałam to wyjście i rozmyślałam jakie to przyjemności
sobie sprawię. W głowie dopieszczałam kolejne szczegóły. Najpierw pójdę na
obiad, jakiś pyszny, z rybą z grilla albo pieczoną i warzywa, dużo warzyw i
będę go sobie jadła w samotności, patrząc na ludzi. A potem będę chodziła po
sklepach, kupię coś dla dzieci i M, no i dla siebie oczywiście. Nakupię tyle, że nieść nie będę mogła, a co, należy mi się. Spokojnie sobie pochodzę, nikt mnie nie będzie poganiał, nikt nie będzie nic mówił. Taki
czas tylko dla mnie. I do empiku sobie pójdę i połażę między półkami i kupię
sobie kolejną książkę, grubą i fajną. A
potem kupię sobie rurkę z kremem, albo nie, lody, lody z bita śmietaną i
polewą, grzeszne i tuczące i znowu sobie zjem w samotności. Przyjemność,
wolność….tak, tak sobie zrobię. Nadszedł dzień realizacji planu. Ach jak będzie
mi cudownie, już nie mogę się doczekać. I nagle….M mówi,"- to może wybierzemy się
razem? Dede, jedziesz z nami?" Dede nie chciał. To Nitka i Zu, one jadą Dede
zostaje. Szykowanie, pakowanie do samochodu, wyjazd. W centrum handlowym
wchodzimy do Smyka, kupujemy kombinezon dla Zu i tunikę dla Nitki, coś dla Dede
(bo jest zasada, że jak jedno coś dostaje, to drugie i trzecie też musi,
wszyscy po równo), Zu już zaczyna się trochę wiercić, M mówi – „idź sobie do
sklepu z ciuchami, kup sobie coś”, „-eee nie, wiesz M jakoś mi się odechciało, innym
razem, ty idź”. No to M idzie do ulubionego sklepu, a ja z dziewczynkami do
empiku, tam na szybko wybieram sobie książkę, grubą, fajną i pięknie obiecująco
pachnącą, spotykamy się gdzieś po drodze, Nitka dostaje jeszcze rurkę z kremem
i szybko do domu, bo Zu zaczyna już koncert. Na pocieszenie łapię po drodze najlepszą na świecie czekoladę, a wychodząc odwracam się tylko raz i tęsknym wzrokiem omiatam to co mnie ominęło...
Oto moje pocieszenie, tylko nawet tego nie dadzą w samotności pożreć :) Dobrze, że nie interesuje ich Anglia XVIII wieku, bo i książkę by zabrali...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz