wtorek, 19 stycznia 2016
Reagujmy
Dzisiaj będzie trochę poważniej, ale akurat tak nastroiła mnie sytuacja. Otóż wracając z Dede ze szkoły, zauważyłam leżącego na poboczu człowieka. Nie wahając się ani chwili, zatrzymałam się i pobiegłam sprawdzić co się stało. Podchodziłam do niego na drżących nogach, bo bałam się, że nie żyje. Okazało się, że zwyczajnie pijany. Okropnie pijany, widać było, że zaszalał na całego. Musiałam go długo budzić. Próbował mnie przekonywać, że nic mu nie jest i on sobie tak tylko tutaj leży i przecież wcale nie jest zimno. Było sporo na minusie, a Rozrywkowy Pan leżał otulony śniegiem. Stwierdziłam, że sama nie dam rady go dźwignąć, więc zaczęłam zatrzymywać samochody. Na szczęście od razu zatrzymały się dwa, oba z mężczyznami, więc szybko wyjaśniłam o co chodzi i panowie postawili Rozrywkowego do pionu. Ustaliliśmy gdzie mieszka (niedaleko), sprawdziliśmy czy dojdzie do domu o własnych siłach i rozjechaliśmy się. A po co o tym piszę? Bynajmniej nie po to, aby mi bić brawo, ale po to, żeby powiedzieć, że to naprawdę nic nie kosztuje. Taka drobnostka, która zajęła mi nie więcej niż 10 minut, a jestem przekonana, że uratowała temu człowiekowi życie bądź zdrowie, bo mrozy teraz duże a w śniegu to tak nie do końca jak w pierzynce i nie zawsze działa zasada, że pijanemu nic się nie stanie. Ulica, przy której leżał Rozrywkowy bardzo ruchliwa, jedna z wylotówek z miasta, sznur samochodów jadących najwyżej 60 - 70 km/h i nie wierzę, że nikt go nie zauważył. Nie zawsze trzeba czekać, aż pomoże ten inny, a ja - "będę miał czyste ręce, po co mi to, pewnie zasłużył, pijany, to nie warto..." itp. Pamiętajmy, że pijany to też człowiek, też ktoś. Marzy mi się, żeby ludzie się obudzili trochę wcześniej, niż wtedy, kiedy sami znajdą się w podobnej sytuacji i sami będą czekali na pomocną dłoń...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz