sobota, 24 grudnia 2016

Czuję się wolna

   Ciągle to samo...pranie, sprzątanie, gotowanie, dowożenie, podwożenie, przywożenie, kupy, jelitówki i różne inne kaszle. O nie! Czy ja nie mam swojego życia?! Czy ja nie jestem wolnym człowiekiem?! Czy ja się już nie liczę?! A jakże, liczę się...jeszcze jak się liczę. Nie wytrzymałam i zrobiłam awanturę. A co, wolno mi! W końcu jestem tym wolnym człowiekiem. No to jak powiedziałam, tak zrobiłam. Poszłam pod prysznic. Wolny człowiek, o tak. Toż to cała ja. Za chwilę przyszła do łazienki Zu, otworzyła kabinę i próbowała do mnie wejść, mocząc przy tym obficie całe ubranie. Nadal byłam wolna. Potem wycierałam się jedną połową ręcznika, bo drugą trzymała Zu. Nadal czułam się wolna. Następnie suszyłam włosy z Zu na kolanach, och jaka byłam wolna. Potem malowałam paznokcie z Zu na kolanach, to chyba też tak robi każdy wolny człowiek. Następnie całkiem wolna poodkurzałam i rozwiesiłam piąte już tego dnia pranie. Zrobiłam to z uśmiechem na twarzy nadal myśląc o tym jak to jestem tak wspaniale wolna. Na koniec jeszcze przeleciałam okna w salonie i kuchni, bo były strasznie brudne, ale tylko od wewnątrz, nie będę przecież rezygnować ze swojej wolności i wychodzić na mróz! A na koniec te okna udekorowałam sztucznym śniegiem. Niech dzieci się cieszą. Jestem wolna jak ptak. Mam na wszystko czas. Wszystko mogę, tylko dlaczego....dlaczego do cholery ta wolność jest taka męcząca?!

piątek, 11 listopada 2016

Patologia mi się tu szerzy


Wieczór. Wina bym się napiła, ale nie mam.
- Idę do skleeepu po winooo - krzyczę do M - chcesz cos?
- Taaa, piwo mi kup - odpowiada on
- To ja idę z Tobą - przybiega Nitka
O matko! Dziecko ze mną do sklepu, kiedy ja tylko po alkohol.
- Dziecko po co ty?! Mamusia tylko po wino jedzie - przemawiam słodziutkim głosem
- Będziemy mieć gości? - pyta rezolutnie
- Nieee, będę pić sama, albo z tatusiem. Jeszcze się okaże.
Mina Nitki mi wystarczy. No dobra. Niech jedzie. W sklepie dużo ludzi, więc szybko biorę różowe półwytrawne, jakieś piwa, a dla dzieci chipsy, żeby nie było, że zaniedbane, głodne, czy jakieś inne coś. Do kasy i z powrotem do samochodu. Nagle patrzę, że Nitka w rączce trzyma paluszki
- Mamooo, zapomniałyśmy za to zapłacić - patrzy na mnie przestraszona.
Przewracam oczami. Wracamy do sklepu. Składam się tam, przepraszam, uśmiecham. Pani ze zrozumieniem kiwa głową i mówi, że jakbym chciała ukraść, to przecież bym się nie wróciła. Ale ona nie wie, że jak Nitka miała 9 miesięcy, to siedząc niewinnie w wózku w ten sam sposób podprowadziła ketchup z supermarketu.







czwartek, 10 listopada 2016

Dziękuję :)

To już dokładnie rok, jak zamieściłam pierwsze posty...nigdy nie spodziewałam się, że na mojego bloga będzie zaglądać aż tyle osób, bo 10 tysięcy odsłon to dla mnie dużo. I w dodatku w tyyylu miejscach na świecie. Ja wiem, że niektórzy powiedzą - "phi tyle to ja mam w miesiąc"...dla mnie to ogromny sukces :) i cieszę się, że moja pisanina podoba się i rozśmiesza. Baaaardzo dziękuję, wszystkim Wam.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Skutki uboczne ważenia się

Wchodzę do łazienki - O! waga, tak dawno się nie ważyłam....buuuuuuu
Po co ja to zrobiłam???!!!! Od razu dostałam nerwowego szczękościsku. I z takim zaciętym wyrazem twarzy rzuciłam się do sprzątania, bo to mnie relaksuje. Była godzina 21. Na tym wkurzeniu przejechałam miejsca, których nie chciało mi się ruszać od dawna. Nagle dojrzałam w maleńkich zakamarkach maciupeńkie odrobinki kurzu. Wysprzątałam niesprzątane. Odkurzyłam ściany, pająki nie oglądając się za siebie uciekały z prędkością światła, kable przestały plątać się pod nogami, szyby zaczęły prędko lśnić, ubrania powędrowały na półki. Około 23 straciłam zapał, ale weszłam do łazienki jeszcze raz i znowu wlazłam na wagę. Jechałam na szmacie do 1 w nocy. Chyba schowam tę wagę, bo co prawda w domu mam czyściej, ale od tego zaciskania bardzo bolą mnie szczęki. 

poniedziałek, 24 października 2016

Taka sytuacja

   Niedziela w pracy od rana. Prawie cała. Już niedługo zacznie się ściemniać. Kończę i wychodzę. Przy okazji kupuję wiązanki na groby. Otwieram samochód, wrzucam do środka torbę, otwieram bagażnik, wkładam wiązanki. Zamykam. Podchodzę do drzwi kierowcy i w momencie, kiedy chwytam za klamkę, samochód się blokuje. Jak na filmach. Dobrze, że chociaż kurtkę mam na sobie. W środku samochodu oczywiście zatrzaśnięte wszystkie klucze, dokumenty, pieniądze i telefon. Tadaaaam!

środa, 19 października 2016

Mój pierwszy raz ;)

Mknę ulicami miasta. Tak mi się płynnie jedzie tralala śpiewam sobie. Jedno żółte, zaraz drugie, przecież zdążę. Jadę dalej. Widzę kątem oka niebieskie światełka. Oooo, jakie ładne, wieczorem to jednak ładnie tak świeci na niebiesko. Ładne, światełka są już za mną i słyszę dźwięk. O żesz....to dla mnie one tak świecą. Zjeżdżam do zatoczki. Młoda blondyneczka, starająca się grać bardzo męskiego pana policjanta pyta zasadniczym tonem
- Czy pani wie dlaczego zatrzymaliśmy?
- A wiem - odpowiadam rezolutnie - przejechałam na żółtym
- Na czerwonym pani przejechała
- Ja naprawdę widziałam żółte
- To widocznie zamknęła pani oczy - odpowiada ona bezczelnie - Mamy film - straszy, próbuje mnie namówić do obejrzenia i myśli, że ja się będę kłócić. Wyraźnie ma ochotę na małe starcie. 
Ha! Nie zna mnie. Wcale nie mam zamiaru. Tym bardziej, że obok siedzi sparaliżowana strachem Nitka. To jej pierwsze bliskie spotkanie z policją. W szkole będą pewnie opowieści mrożące krew w żyłach.
- Skoro pani twierdzi, że przejechałam na czerwonym, to pewnie tak było, wcale nie mam zamiaru z panią dyskutować. Ja po prostu naprawdę myślałam, że zdążyłam. I uśmiecham się do niej. 
Ładna aczkolwiek męska pani jest zawiedziona i zdziwiona, wyraźnie traci rezon. Chwilę rozmawiamy, na koniec uśmiecham się i mówię
- Pozwoli pani, że nie powiem "do widzenia"?
- A ja się nie polecam na przyszłość - zaczyna się śmiać
Po 16 latach za kółkiem zostałam rozdziewiczona, mój pierwszy mandat i punkty :) 

piątek, 7 października 2016

A miało być tak miło

   W piątki po pracy chodzę na siłownię. Dlatego wczoraj wieczorem przygotowałam się, spakowałam i wszystko ustaliłam co do minuty. Kiedy coś jest zaplanowane, na pewno się uda i nie ma prawa się sypnąć. Po skończonej pracy radośnie pędziłam na złamanie karku żeby zdążyć na umówioną godzinę, bo jeśli nie zdążę, przedłuży mi się trening, wtedy padnie cały misternie stworzony plan. Spóźnię się po dzieci do szkoły, przez to mój tata opiekujący się Zu wyjdzie ode mnie później, a przez to mój mały bratanek spóźni się do szkoły muzycznej na zajęcia. Przy takich transakcjach wiązanych pośpiech jest wskazany. Wpadam na siłownię, pani z recepcji wie jak jest, więc bez zbędnych ceregieli podaje kluczyk do szafki. Wpadam do szatni, już zaraz sobie poćwiczę ach ach, jak się cieszę, jak mi cudownie na samą myśl, czekałam na tę chwilę od wtorku, a na wycisk byłam gotowa od rana. Raz dwa! nie ma czasu do stracenia! W błyskawicznym tempie przebieram się, coś zdejmuję coś tam zakładam. I nagle z moich ust wyrywa mi się głośne "oooo nieee!!!! jasna dupa!!!! Pani w szatni patrzy zdziwiona. Tak się śpieszyłam i cieszyłam jak głupia, a ...zapomniałam butów. Na nic mój pośpiech k.....$#@%^&%$##$%*()^%@@@!$ mać. Wściekła na siebie wychodzę z siłowni. No to mam 1,5 wolnej godziny. Jestem taka zła, że muszę coś ze sobą zrobić. Obok jest sklep z gospodarstwem domowym. Po krótkim zastanowieniu stwierdzam, że no dobra może być. Wchodzę do środka, po pół godzinie wychodzę z miseczkami, pokrywkami, sitkiem, łyżką do butów, łapką na muchy, drewnianą łyżeczką do odmierzania mąki oraz blachą do ciasta. Po cholerę mi to wszystko to nie wiem, a szczególnie blacha do ciasta, którego nie piekę. Ze złością rzucam to do bagażnika. Jest lepiej, ale nadal jestem zła. Wchodzę więc do następnego sklepu, tym razem z ubraniami. Tylko jedna rzecz - myślę sobie. Po pół godzinie wychodzę z hurtową ilością skarpet dla dzieci oraz parą spodni na siłownię dla siebie, szkoda, że nie mieli butów. Miało być tak miło, miałam poćwiczyć, spalić zbędne kalorie, odstresować się, a jedyne co się wydarzyło to to, że doszłam do wniosku, że jeśli jeszcze parę razy zapomnę czegoś na siłownię, to będę musiała wyrobić sobie kartę kredytową.