wtorek, 10 listopada 2015

Gotowanie

Moja mama wychodziła za mąż mając 25 lat i do tej pory po rodzinie krążą opowieści jak to nie umiała zagotować nawet wody na herbatę. No więc ja postanowiłam, że będę lepsza, a że byłam dzieckiem raczej samodzielnym, to wodę na herbatę gotowałam już dość wcześnie, poza tym robiłam jajecznicę, frytki, kanapki, świetnie odgrzewałam każdy obiad, a mając lat 18 nauczyłam się robić schabowe. Uważałam, że to wystarczy. Wyszłam za mąż i coś tam umiałam. Nie mogłam tylko zrozumieć jak można ugotować dobrą zupę, a największą trudność sprawiał mi rosół! Szkoliłam się więc w gotowaniu zup i teraz nawet potrafię zrobić ze cztery. Więcej nie potrzebuję, bo dzieci i tak jedzą tylko wybrane dania (dziecko jak ty ich wychowujesz, dzieci twojej bratowej jedzą wszystko). Przez 10 lat gotowałam te cztery zupy, robiłam kotlety, pulpety, piekłam mięsa, smażyłam ryby i co tam jeszcze mi przyszło do głowy. Wydawało mi się, że wszystkim smakuje i że zjadają z chęcią. Tak było do momentu, w którym odeszła na zawsze nasza Negra, a warto wspomnieć, że była to cudowna biszkoptowa labradorka i że labradory kochają jeść. No i po jej śmierci okazało się, że nagle musiałam zacząć wyrzucać jedzenie, które gotuję!!! Jakoś dziwnie dużo zostawało i słyszałam coraz mniej pochwał w stylu „och mamo, jakie to pyszne”. Teraz bardzo cieszy się lis oraz inne dzikie zwierzaki mieszkające w pobliżu. No cóż, wyszło szydło z worka. Parę ładnych lat mnie oszukiwali.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz