środa, 25 listopada 2015

3 minutowe zakupy

Kiedy jest się bezdzietnym, albo z dziećmi dużymi, wyjście do sklepu jest rzeczą prostą, szybką i nieskomplikowaną. Kiedy ma się małe dzieci, wyjście to jest trochę utrudnione. Otóż okazało się, że zabrakło mi ziemniaków, a że dzieci zażyczyły sobie kopytek, nie dało się bez tego. Zapytałam więc dzieci, czy zostaną same w domu na 10 minut, podczas kiedy ja wyskoczę z Zu na zakupy. "Tak oczywiście mamo, zostaniemy", powiedział Dede i natychmiast włączył swój telefon do ładowania żeby być zabezpieczonym i móc się ze mną natychmiast skontaktować. Zaczęłam więc żmudne przygotowania do wyjścia, czyli przewijanie i ubieranie Zu. Kiedy byłyśmy gotowe do wyjścia, Nitka nagle stwierdziła, że ona nie zostaje i idzie z nami. Próbowałam jej wytłumaczyć, że to tylko na chwilę, że nie ma sensu, ale była nieugięta. Nie będę dziecka stresować, niech idzie, w końcu to tylko na chwilę. Nitka rozpoczęła przygotowania – ubieranie, czesanie, dobrze, że się jeszczce nie maluje. Siedziałam z Zu na schodkach i patrzyłyśmy obie. Kiedy Nitka była ubrana, przyszedł Dede i jakoś tak dziwnie zaczął się koło nas kręcić. W końcu wydusił z siebie, że on może też by poszedł, bo przecież co on tak będzie sam tu siedział. Dede zaczął się ubierać. Ja w międzyczasie rozbierałam Zu, bo ta już się zgrzała. Po kolejnych dłuuuuugich minutach w końcu byli gotowi, więc od początku zaczęłam ubierać Zu. Poszliśmy do samochodu. Zaczeli się kłócić o to, gdzie kto będzie siedział (do sklepu jest 800 metrów). Udało się ich jakoś upchnąć. Miałam pójść tylko po ziemniaki, zakupy trwałyby dosłownie 3 minuty. Z całą trójką zajęło to 40 minut, przy półkach ze słodyczami i chipsami doszły jeszcze negocjacje. Pani kasjerka uprzejmie i z uśmiechem zauważyła – "a Pani jak zwykle po jedną rzecz?". Smętnie przytaknęłam. Wyszłam ze sklepu obładowana siatami z żarciem na następnych kilka dni i z kwadratową głową. Ale kopytka wyszły dobre, pożarli wszystkie w ciągu 10 minut :)  





1 komentarz: