Kiedy jest się bezdzietnym, albo z dziećmi dużymi, wyjście do sklepu jest rzeczą
prostą, szybką i nieskomplikowaną. Kiedy ma się małe dzieci,
wyjście to jest trochę utrudnione. Otóż okazało się, że
zabrakło mi ziemniaków, a że dzieci zażyczyły sobie kopytek, nie
dało się bez tego. Zapytałam więc dzieci, czy zostaną same w
domu na 10 minut, podczas kiedy ja wyskoczę z Zu na zakupy. "Tak
oczywiście mamo, zostaniemy", powiedział Dede i natychmiast
włączył swój telefon do ładowania żeby być zabezpieczonym i
móc się ze mną natychmiast skontaktować. Zaczęłam więc żmudne
przygotowania do wyjścia, czyli przewijanie i ubieranie Zu. Kiedy
byłyśmy gotowe do wyjścia, Nitka nagle stwierdziła, że ona nie
zostaje i idzie z nami. Próbowałam jej wytłumaczyć, że to tylko
na chwilę, że nie ma sensu, ale była nieugięta. Nie będę
dziecka stresować, niech idzie, w końcu to tylko na chwilę. Nitka
rozpoczęła przygotowania – ubieranie, czesanie, dobrze, że się
jeszczce nie maluje. Siedziałam z Zu na schodkach i patrzyłyśmy
obie. Kiedy Nitka była ubrana, przyszedł Dede i jakoś tak dziwnie
zaczął się koło nas kręcić. W końcu wydusił z siebie, że on
może też by poszedł, bo przecież co on tak będzie sam tu
siedział. Dede zaczął się ubierać. Ja w międzyczasie
rozbierałam Zu, bo ta już się zgrzała. Po kolejnych dłuuuuugich
minutach w końcu byli gotowi, więc od początku zaczęłam ubierać
Zu. Poszliśmy do samochodu. Zaczeli się kłócić o to, gdzie kto
będzie siedział (do sklepu jest 800 metrów). Udało się ich jakoś
upchnąć. Miałam pójść tylko po ziemniaki, zakupy trwałyby
dosłownie 3 minuty. Z całą trójką zajęło to 40 minut, przy
półkach ze słodyczami i chipsami doszły jeszcze negocjacje. Pani
kasjerka uprzejmie i z uśmiechem zauważyła – "a Pani jak
zwykle po jedną rzecz?". Smętnie przytaknęłam. Wyszłam ze
sklepu obładowana siatami z żarciem na następnych kilka dni i z
kwadratową głową. Ale kopytka wyszły dobre, pożarli wszystkie w
ciągu 10 minut :)

Przepis poproszę; ) bo w końcu zapomniałam!
OdpowiedzUsuń