Zu zasnęła jak anioł w samochodzie,
więc postanowiłam wykorzystać ten moment i zrobić zakupy.
Przełożyłam ją do wózka i dziarsko wkroczyłam do Stokrotki.
Chodzę sobie spokojnie, wybieram co tam potrzeba, wózek już prawie
cały zapełniony, kiedy nagle widzę, że z wózka patrzą na mnie
szeroko otwarte oczy. Myślę - O matko, tylko nie to, tylko nie to,
Zu proszę Cię, tylko nie to!!!! I naaaagle zaczyna się, od razu
pełną parą (skąd w tym maleńkim ciele taki wielki głos?). Nie
pomaga machanie ani piersią z kurczaka, ani pomidorkami koktajlowymi, ani nawet kaszą kuskus, Zu drze się jak opętana, więc gdzieś
między mąkami a przyprawami wyciągam ją z wózka i trzymając ją
na jednym ręku, drugą gorączkowo dobieram co tam jeszcze potrzeba.
Zu zadowolona siedzi na ręku i przygląda się jak drugą ręką
prowadzę jej wózek, trzecią i czwartą wrzucam kolejne produkty.
Podchodzimy do kasy, Zu znowu zaczyna koncert, czerwona i spocona.
Jakaś miła Pani dobiega do mnie szybko, wyjmuje moje zakupy na
taśmę, szczebiocząc radośnie „ to nic to nic, ja też mam
dzieci, teraz dorosłe, ale jaka to radość, zobaczy Pani
tratatatatata”. Ona nie wie, że mam ich więcej i znam ten miód
Miła Pani Kasjerka liczy i sama pakuje moje zakupy, szybko szybko,
wszyscy pomagają, Zu nadal nie wychodzi z roli. Koniec zakupów.
Wychodzimy ze sklepu i co? Mój anioł powraca, na twarzy uśmiech i
pełnia szczęścia i już spokojnie wracamy do domu
Zu ma 5,5 m-ca, a spryt już się ujawnił :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz