środa, 11 listopada 2015

Mycie okien

- Mamoooo, mogę myć z Tobą ooookna? Ja będę psikała, obiecuję, że nie będę rozmazywać. 
Myślę sobie – „o matko, tylko nie to!”, po czym z uśmiechem zwracam się do Nitki – „no dobra, możesz”. 
Powierzchnie niemałe, napracować się trzeba, więc szorujemy, psikamy, pucujemy. Tym bardziej, że psiapsióła A pokazała dobry i szybki sposób na mycie okien z użyciem ściągaczki :) Nitka pomaga jak może. Nawet jakoś to idzie i tylko trochę kiedy nie patrzy poprawiam po niej….no nareszcie, okna umyte, lśnią. Chodzę sobie po domu, patrzę na widok za oknem, widok zachwyca, okno zachwyca jeszcze bardziej, bo czyste. 
Tak się cieszę, zobacz M, Zu była grzeczna i udało mi się umyć okna (w domyśle – jaką jestem wspaniałą Panią Domu), Nitka pomagała. - "No pięknie, pięknie, brawo żono, brawo."
 I nagle do okien podchodzi mój syn pierworodny, przyczepia się do nich brudnymi i tłustymi paluchami najwyżej jak potrafi i przeciąga rączkami po całej długości, bo właśnie coś tam zobaczył za oknem (tylko nie wiem co - tu nic się nie dzieje, co najwyżej przeleci ptak albo spadnie liść), nagle podbiega Nitka i robi to co jej starszy brat, następnie na nie chuchają, dmuchają i już prawie nie zauważam, że na oknie siedzi kilka much srających na moje już i tak nieczyste okna. Siedzę sobie po cichu załamana, patrzę na ten pomiot i myślę sobie – jakie nudne i puste życie byłoby bez nich, a czyste okna wcale nie są mi potrzebne

2 komentarze:

  1. Dzisiaj ja umyłam okna. Nie ma już kto mi pomagać, nie ma kto rozmazywać, nikogo nie muszę pilnować, żeby nagle nie znalazł się po drugiej stronie... mam czas na rozmyślania.

    O oknach myślę: i tak się fajnie myje - nie trzeba mieć całej skrzynki narzędzi, żeby je porozkręcać, nie trzeba wydłubywać resztek waty i kitu uszczelniającego okna na zimę, czy zrywać taśm samoprzylepnych (kolejny cudny wynalazek), nie trzeba drapać szczotką drewnianych ram z białą, łuszczącą się farbą, które i przed myciem i po myciu wyglądały jednakowo... eh, jak miło. Nie wymyślamy nowych sposobów mycia (np. kredą) nie trzemy gazetami do połysku... Psik, psik i z gotowe czyściwo z rolki. A wnuczka moja, kiedy już będzie miała własny dom, zauważywszy plamę na oknie, weźmie pilota i włączy automatyczne mycie okien. Wysuną się dysze z górnej ramy, gorąca para pod ciśnieniem... itd.


    O dzieciach: niekiedy myślałam, że są okropne. Tylko zmieniłam pieluchę, już nasrane, zmieniłam pościel - zasikana, obrus czysty na stół - już zaplamiony, poodkurzałam - wysypał się piasek z buta, umyte okna - już z nosami na szybie. Dzisiaj myślę, że głupio myślałam - miało srać w zasraną pieluchę? Plamić zaplamiony obrus? Sikać w zasikaną pościel? Albo oglądać świat przez zasmarkane szyby? Gdzie tu logika?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. choć czasem ręce opadają do samej ziemi, to chce się więcej i więcej :) bałagan, który robią minie, nieprzespane noce też...:)

      Usuń