Postanowiłam, że będę jeździć na
rowerku. Mam w piwnicy tzw. Pokój Ryśka (nazwa wzięła się od
kota, który bardzo lubił tam spać) i jest to idealne miejsce do
ukrycia się przed wszystkimi. Zniosłam więc tam sprzęt grający,
rowerek stacjonarny, matę i hantle. Zaniosłam tam też buty do ćwiczenia, ręcznik i wodę, żeby być profesjonalnie przygotowaną
i żeby stamtąd nie wychodzić w czasie ćwiczeń. No i przede
wszystkim żeby mnie tam nikt nie odnalazł. Ja lubię spokój, a w
czasie ćwiczeń ostatnią rzeczą jakiej chcę słuchać jest
gadanie Nitki mamo tratatatataatatta mamo tratatatatatatatatata mamo
tratatatatatata....i tak w kółko. Często nawet nie wiem co ona do
mnie mówi, za to wiem, że bardzo dużo i bardzo głośno. W to
gdzie jestem był wtajemniczony tylko M. No i udało mi się kilka
razy zejść na dół niepostrzeżenie, włączyć muzykę (dla mnie
Pink jest idealna do ćwiczeń) i oddać się samotnemu, ale bardzo
przyjemnemu ćwiczeniu :). Nikt nie gada, nikt nic nie chce, ach jak
mi cudownie. Niestety, po kilku dniach Nitka szukała mnie po całym
domu i przypomniała sobie, że jest jeszcze piwnica. Była
przekonana, że nastawiam pranie, więc jakie było jej zdziwienie,
kiedy odkryła co robię naprawdę. Kiedy powiedziała –
"mamusiuuuu, dlaczego nie powiedziałaś, że tu sobie tak
fajnie ćwiczysz?", ścisnęło mnie w środku tylko trochę i
fałszywie odpowiedziałam – "nie sądziłam, że będziesz
chciała". Na co ona – "chcę, chcę". I już za 5
minut przebrana, w sportowych butach, trajkotała mi nad uchem kiedy
robiłam brzuszki, kazała ustawiać rowerek na swój wzrost,
rozłożyć drugą matę, a na koniec jeszcze tańczyć. I cały czas
gadała. Samotność z Pink i rowerkiem szlag trafił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz