Wolna sobota. Chłopaków nie ma,
zostałyśmy same dziewczyny. Jest ciepło i słonecznie, to idziemy
na spacer. Na spacerze mijamy dom N-nych, gdzie spotykamy ich
córeczki – miłe dziewczynki chętne do zabawy z moją. Czy Nitka
może zostać u Nas ciociu? Może? No jasne, że może, niech
zostanie i bawcie się ładnie. Idę do domu z Zu i rozmyślam, a
może by tak sprawić sobie przyjemność i ruszyć się z domu? Może
pojadę do S-kich (przyjaciółodlat) . Wracam więc do domu, maluję
się trochę co by wyglądać jakoś tak lepiej, przebieram się , Zu
w tym czasie trochę protestuje patrząc na karuzelę w łóżeczku,
ale jakoś dajemy radę. Następnie karmię Zu, przewijam, ubieram no
i jesteśmy gotowe. Zu w samochodzie, nagle dzwoni mama N-na – może
przynieś jakąś bluzę dla Nitki, bo zimno się robi, a będzie
ognisko i kartofle i kiełbaska. No dobra, z powrotem otwieram drzwi,
biorę polar, wkładam do samochodu, wsiadam i patrzę – nie mam
portfela, więc znowu otwieram drzwi, biorę portfel, zamykam drzwi,
jednocześnie wyganiając DziwnegoKota, który już chce wleźć do
domu. Podrzucamy polar Nitce. Jedziemy, Zu jest całkiem grzeczna (o
dziwo!). Dojeżdżamy, Zu śpi, biorę więc ją z fotelikiem,
stawiam na balkonie u S-kich i sobie gadamy, herbatkę piję i w
ogóle jest fajnie. Mija pół godziny, Zu się budzi i zaczyna się
od niewinnego małego płaczu. W ciągu następnej pół godziny Zu
rozwija płacz do okropnego ryku jakby ze skóry obdzierali co
najmniej. Nic nie pomaga, karmienie, lulanie, zabawianie itp. Nic no
nic kompletnie. Myślę sobie – musi to ta czekolada, którą
zjadłam dzisiaj w ramach odchudzania daje o sobie znać, albo pierś
kacza z obiadu albo już nie wiem co, ale na pewno coś zjadłam a
nie powinnam i z podkulonym ogonem pakuję szybko Zu, ubieram,
wkładam w fotelik i oddalam się spiesznym krokiem do samochodu. No
trudno, sama jestem sobie winna. Wracam do domu, w drodze Zu cały
czas wyje wniebogłosy, uspokoić się nie chce, po drodze zabieram
jeszcze Nitkę, Zu ciągle wyje, cała czerwona, zapłakana, mną
targają wyrzuty sumienia. Wchodzimy do domu i….Zu nagle przyobleka twarz w piękny uśmiech, płacz znika i świat znowu jest piękny…4
miesiące ma żmija, co to ją własną piersią wykarmiam…
Mały cwaniak z Zuzy! W domu najlepiej
OdpowiedzUsuń... 😂������
OdpowiedzUsuńTo miala byc usmiechy..
Usuń